Jak używać nofollow w wordpressie i html?
0Chcesz jak najlepiej zoptymalizować swoją stronę pod kontem pozycjonowania aby zdobywać kolejne lokacje w wyścigu Google?
Nie, na szczęście nie musisz się pozbywać wszystkich linków, które potencjalnie mogłyby obniżyć „wartość przeglądarkową” Twojej strony. Z pomocą przychodzi nam tutaj taki atrybut języka (x)HTML (podstawowy język używany do tworzenia stron internetowych) dotyczący linków jak „rel: nofollow”.
Nie rozdawaj mocy swojej strony!
0Dziś będzie o czymś, o czym jeszcze nie pisałem. O stronach internetowych i o wordpressie. Ale nie będę tu pisał dlaczego warto mieć stronę internetową, jak ją stworzyć ani co na niej pisać. Zostawię to na inne artykuły. To o czym chcę napisać ma związek z moim nowym zainteresowaniem, a jest nim… pozycjonowanie.
Głupie święta – krwawe święta
0Nadchodzi świąteczny szał zakupów… Plaga! Okres przedświąteczny to okres w którym podejmujemy najwięcej głupich decyzji – głównie konsumenckich. Kupujemy jeszcze bardziej za dużo niż zwykle. Kupujemy bzdury, masę niepotrzebnych przedmiotów, a co najgorsze, często bardzo nieetycznych. (więcej…)
Superpoczta i koniec chaosu
0Często zdarza się, że prowadząc projekty w organizacjach pozarządowych czy firmach administrujemy wieloma domenami, a co za tym idzie posiadamy wiele adresów email. Taka sytuacja zawsze generuje chaos – może się zdarzyć, że jakaś ważna wiadomość nam umknie lub zapomnimy o którymś z adresów, i długo nie będziemy sprawdzać na nim poczty. Pośrednim rozwiązaniem mogą być programy pocztowe – mają one jednak swoje wady. Wiele z nich nie odczytuje html lub nie wyświetla obrazków umieszczonych w wiadomości, tworzą one odrębne karty dla każdego adresu, a wiadomości sprawdzają nie na bieżąco lecz w pewnych odstępach czasu. Rzecz jasna możemy posiadać tylko jeden lub dwa adresy email, ale ze strony kontaktującego może to wyglądać nieprofesjonalnie, a z naszej wcale nie koniecznie zmniejszyć zamieszanie ale jeszcze je dodatkowo zwiększyć (każdą wiadomość musielibyśmy przyporządkowywać).Czy to znaczy że jest jakieś inne rozwiązanie? Tak!
I tak nie uwieżysz w ten procent.
0
Wczoraj zainwestowałem pierwsze pieniądze w serwisie kokos.pl. Jest to niewątpliwie najlepszy polski portal oferujący usługi socjal lending. Dlaczego to zrobiłem i dlaczego swój kapitał ulokowałem właśnie tam? Według mnie jest to najbardziej opłacalna metoda inwestowania z wielu powodów. Przede wszystkim bardzo wysokie zyski, bo sięgające nawet 24 % w skali roku! (Dla porównania najwyżej oprocentowane lokaty sięgają 7,6 %). Ale to nie jedyne co skłoniło mnie do takiego wyboru.
Jak założyć fundację? Część pierwsza – koncepcja i statut.
0Ta seria czterech artykułów będzie swego rodzaju przewodnikiem przez zakładanie fundacji. Ma ona na celu usystematyzowanie wiedzy zawartej w poradniku na stronie ngo.pl oraz uzupełnienie jej. Wszelką wiedzę zawartą w poradniku poprę swoim doświadczeniem i opiniami innych osób. W tej części opiszę jak podejść do zakładania fundacji i jak stworzyć szkic statutu.
Fundacja to moja ulubiona forma przedsiębiorczości. Z jednej strony przypomina ona firmę w której na większość decyzji mają wpływ założyciele czy inwestorzy, w przypadku fundacji zwani fundatorami, z drugiej poza zapewnieniem utrzymania jej właścicielom i ewentualnym pracownikom realizuje ona ważny, społecznie pożyteczny cel. Czyli de facto zarabiamy na zmienianiu świata na lepszy
Moje porównanie fundacji do firmy nie jest zresztą przypadkowe – według mnie każda, dobrze funkcjonująca fundacja powinna działać jak firma. To znaczy sama się utrzymywać i zarabiać na swoich stałych pracowników a także gromadzić kapitał (w przypadku fundacji jest to chyba jeszcze szersze spektrum czynników niż w innego rodzaju przedsiębiorstwach). A jeśli posiadasz już firmę to fundację może powołać także właśnie ona.
(więcej…)
Konkurs, do wygrania książki!
0Weź udział w konkursie na nazwę Fundacji Inicjatyw Społecznych i Kulturowych i zgarnij główną nagrodę – trzy książki!
Celami naszej Fundacji są mówiąc ogólnie: działalność artystyczna i kulturalna, działalność na rzecz rozwoju aktywnego i odpowiedzialnego społeczeństwa obywatelskiego oraz rozwój odpowiedzialnej przedsiębiorczości.
(Od)nowa: wizja bloga.
0Przychodzi czasem taki moment, że podejmujemy krok, z którego trudno się wycofać. U mnie właśnie się to dokonało. Ale w tym przypadku nie ma nic złego. Jest to moment, w którym zdecydowanie zaczynam kroczyć w kierunku realizacji moich celów. Dlatego właśnie pojawia się ta notka. Przeczytacie w niej o tym jak zmienia się moje życie i jak w związku z tym zmieni (albo skonkretyzuje) się ten blog.
Naukowa reklama
0Pierwszy mój wpis w nowej odsłonie tego bloga miał być zupełnie o czymś innym. Ale nie mogłem nie podzielić się z Wami taką szansą.
Jeszcze przez dzień macie okazję ściągną zupełnie za darmo elektroniczną wersję fenomenalnej książki Claude’a Hopkinsa „Scientific adversiting”, której nadano polski podtytuł „21 legendarnych zasad pisania tekstów reklamowych”.
Polecam ją nie tylko osobom, które prowadzą jakąś sprzedaż lub reklamują firmę ale także tym, których działania nie są skierowane na osobisty zysk. Nie jest rzeczą nową, że działalność charytatywna powinna uczyć się od biznesu. Osobiście uważam, że zbliżanie obu tych form przedsiębiorczości jest jak najbardziej dobrą praktyką. Ta książka to wspaniała okazja do zdobycia umiejętności i informacji na temat pisania skutecznych tekstów – tzw. copywritingu.
Jak graffiti na murze
0Indie rockowe granie to zdecydowanie nie moje klimaty i często z miejsca deklasyfikuje kapele, które z takim gatunkiem się identyfikuje. Bo właśnie jak na ironię indie znaczy popularnie, tak jak wszyscy, typowo i szablonowo. Nawet ciuchy mają takie same. Na koncert wyciągnęła mnie Panna Magdalena, zapowiadając już dawno że na niego idziemy, i chwała jej wielka za to! Po pierwsze dzięki niej udało mi się na temat spojrzeć troszkę z innej strony, po drugie prywatnie bardzo potrzebowałem tego wyjścia. I jeszcze jeden argument przekonał mnie bym pojawił się niedzielnym wieczorem w częstochowskim Carpe Diem – bardzo przychylny wpis na blogu Puzdra, choć nie traktowałem go szczególnie poważnie, bo Irenę porównano do raczej niewymagających zespołów młodzieżowych.
I pierwsze wrażenie załamało mi grunt pod nogami. Zdecydowanie bardzo się myliłem bo w chłopcach poza wcale nie nienaganną stylówą nie było też tych schematów, które spodziewałem się zobaczyć. Wręcz przeciwnie, miałem okazję posłuchać czegoś nowatorskiego, z pomysłem, ale przede wszystkim z jakąkolwiek dozą artystycznej kreatywności. Oczywiście była także energia, choć nie miażdżąca, ale dlaczego miałbym chwalić to co jest w każdym właściwie zespole młodzieżowym niezależnie od jego poziomu?
Irena tworzy specyficzną strukturę swoimi utworami, która szczelnie wypełnia pomieszczenie odsłuchowe. Momentami ma się wrażenie, że partie instrumentów i linia melodyczna wokalu tworzone są na podstawie algorytmu w jakiś przedziwny sposób zespajającego je w spójny szum. Struktura ta, choć nie jest sztywną zasadą i chłopcy swobodnie robią od niej niewielkie odstępstwa zbudowana jest na prostym mechanizmie: gitary budują w typowy dla indie sposób ścianę – stylowy mur w centrum rozpędzonego miasta, na którym, grający na basie, Adam Kępiński (który według mnie szczególnie zasługuje na pochwały) maluje graffiti nadające ścianie tożsamości, identyfikujące ją z miejscową społecznością. Perkusista Janek Pstrokoński lekko i może troszkę z boku, wygrywa rytm tych ludzi i tego miejsca. Miało się troszkę wrażenie że odgrywają swój fragment Warszawy, że to właśnie ta ściana, którą mijali spotykając się ze znajomymi z bloku czy kamienicy.
Linia melodyczna wokalu dobrze wpasowywała się w resztę, ale frazowanie tekstu było banalne i rzekłbym nudne, raczej spychając jego sens na dalszy plan. Mi przez cały koncert, naprawdę rzadko kiedy udało się na niego zwrócić uwagę. Niestety tym razem z korzyścią dla zespołu, bo podobnie jak frazowanie, tekst nazwałbym poprawnym i tendencjonalnym, mogącym się ewentualnie spodobać dorastającym nastolatkom. Z drugiej strony ile można oczekiwać od zespołu, który sam swoją muzykę określa jako „gitarowy pop z polskimi tekstami’?
Chciałem jeszcze oddać wielki szacunek dla akustyka, który realizował koncert w Carpe Diem, jeśli był to akustyk zespołu to nazywa się Łukasz Zygarlicki, naprawdę polecam.
Niestety cala ta historia ma tragiczny finał. Wiem że zwalanie wszystkiego na jedną osobę raczej jest krzywdzące, ale to co się stało w studio zasługuje na miano tragedii narodowej. Panproducent wszystko co chłopcy z siebie dali spłaszczył, zgniótł i wykastrował zostawiając nam muzykę, którą możemy sobie puścić w radio RMF MAXXX. Jeśli kiedykolwiek w swoim życiu spotkacie mężczyznę, który będzie się nazywał Kamil Łazikowski i będzie utrzymywał że ma coś wspólnego z muzyką pierwsze co zróbcie to przywalcie mu czymś twardym w jądra, i najlepiej tak, żeby je wypluł. Irena jest niestety przerażającym przykładem jak niszczy się potencjał artystyczny dla kasy. Swoją drogą zastanawia mnie czy naprawdę na muzyce pop zarabia się tyle więcej niż na dobrym graniu…
Ja mam do tej smutnej historii jeden komentarz: nigdy w życiu nie kupujcie płyty Ireny, ale koniecznie idźcie na ich koncert, i to najlepiej jak najszybciej!
P.S.
Jakbyście byli już na takim koncercie to powiedzcie chłopakom żeby się ogarnęli i najlepiej nie odzywali się już do tego wieśniaka, który robił ich EPkę i ratowali to co dają z siebie na koncertach. A to co macie powyżej to raczej ich słabsza odsłona.

















